Babenco: Tell Me When I Die – nowinki

"Babenco: Tell Me When I Die" Recenzja: Niezwykłe pożegnanie filmowca

[ad_1]

„Przeżyłem już moją śmierć – wszystko, co pozostało, to zrobić movie.” Tak mówi słynny argentyńsko-brazylijski filmowiec Héctor Babenco w filmie dokumentalnym, który, na pewno wystarczy, próbuje doprowadzić do zamknięcia życia już zakończone. Po trzech dekadach życia z rakiem i związanych z nim powikłań, Babenco zmarł w 2016 roku w wieku 70 lat reżyseria jego wdowa Bárbara Paz, „Babenco: Notify Me When I Die” wzruszająco służy zarówno valedictory i valentine, channeling i zachowania ducha artysty, który głośno obawiał się, że jego życie pracy nie została zakończona. „Explain to Me When I Die” może technicznie być pierwszym filmem Paza, a nie tytułowym reżyserem ostatnim, ale intymnym powietrzem współpracy kolory całej monochromatycznej sprawy: Jako portret umierającego człowieka próbuje przynajmniej współreżyserować własne pożegnanie, to tak bardzo przetargu, aby być trochę discomfiting.

Pierwszy dokument kiedykolwiek wybrany jako oficjalny wniosek Brazylii do międzynarodowej funkcji Oscara, to krótkie, ale tajemniczo skonstruowane dzieło jest niekonwencjonalnym wyborem dla kraju na kilka sposobów – choć jego wybór trafnie honoruje dziedzictwo filmowca raczej przygód nominowany przez Akademię za swoją pierwszą anglojęzyczną funkcję, „Pocałunek Kobiety Pająka” z 1985 roku. (Dwa inne filmy Babenco, „Pixote” i „Carandiru”, były brazylijskimi kandydatami do Oscara w swoich latach.) Po raz pierwszy odsłonięty na zeszłorocznym festiwalu w Wenecji, gdzie zdobył nagrodę Venice Classics dla najlepszego filmu dokumentalnego, „Explain to Me When I Die” od tego czasu pojawił się daleko w programach festiwalowych: bardziej sympatyczne środowisko dla jego specjalistycznego skupienia i złamania stylu, być może, niż ogólny obwód arthouse.

Każdy widz niezaznajomiony z życia Babenco i pracy nie powinien patrzeć na film Paza na podkład. Nawet ci lepiej zorientowani w jego karierze mogą zostać złapani na baczności przez koncepcyjne pętle i skoki hołdu, który w dużej mierze rezygnuje z szczegółów biograficznych, zamiast swobodnie łącząc nagrania obserwacyjne z pierwszej ręki, dramatyzację interpretacyjną, marzycielnie abstrakcyjne przerywniki i fragmenty z własnych filmów Babenco. Nawet te kolorowe klipy filmowe zostały sformatowane, aby pasowały do jednolitej czarno-białej estetyki filmu, cementując wrażenie sztuki i życia nierozerwalnie związane, w ciągłej imitacji siebie nawzajem. Że jednym z zaczerpniętych filmów jest jego pół-autobiograficzny swansong „My Hindu Buddy”, który zagrał Willem Dafoe (zapisane tutaj jako producent stowarzyszony) jako umierający filmowiec bardzo w obrazie Babenco, tylko zwiększa corridor-of-mirrors efekt.

Dla wszystkich tych skomplikowanych gier percepcji, jednak film najbardziej skuteczny materiał jest jego najprostszy: pamiętnik jak materiał babenco się pod koniec życia, wykazując znaczne rezerwy twórczej energii i szubienicy humor w obliczu diagnozy terminalu. Szczerze uważa swoją śmiertelność w wywiadach do kamery, wyrażając swoje obawy, że dokument jest dokładnie ostatnim testamentem, który zamierza: Jest element czułego mentoringu do różnych momentów, w których doradza swojej żonie i początkującym dokumentalistom w jej technice filmowania, ale także pilną potrzebę kontrolowania jego portretu. Dopóki nie ma racji, sugeruje, że nie może spocząć: „Pragnienie, aby żyć zmaterializowało się z koncepcji tworzenia filmu, jakby przez filmowanie żyjesz dodatkowy dzień.”

Gdzie indziej, dzisiejsze niepokoje ustępują miejsca uroczystym, szczerym refleksjom na temat swojej przeszłości, a w szczególności jego mieszanego dziedzictwa kulturowego: Urodzony w Buenos Aires żydowskim rodzicom pochodzenia wschodnioeuropejskiego, przyjął Brazylię jako swój kraj pochodzenia w wieku dorosłym. Jednak nigdy nie czuł się tam z pełną akceptacją i twierdzi, że głęboka osobista identyfikacja z „wyrzutkami” w centrum wielu jego filmów – choć widzowie będą musieli znać wspomniane filmy raczej dobrze, aby wywnioskować to z dokuczających, bezkształtnych klipów, które zostały wplecione w mieszankę. Jako dwukierunkowe studium miłości i sztuki dzielone między małżonkami z mało czasu w lewo, „Tell Me When I Die” jest elegancki i wpływ, nawet jego najbardziej enigmatyczne kwitnie i boki mówi nam coś o relacji pod ręką. Jako nekrolog dla Héctora Babenco, jest to przede wszystkim zaproszenie dla innych, bardziej prozaicznych uczonych i docmakers: przypomnienie, że jego kariera zasługuje na większe badania.

[ad_2]